Krytycznie o GRACH ~i nie tylko...~
Blog > Komentarze do wpisu
THE GUILD, czyli jak zrobić sobie serial, zdobyć sławę i kobiety - część 1/2
(tytuł roboczy: „THE GUILD, czyli jak zakochałem się w Felicii Day”)

Z ciekawości pogoogle’owałem co nieco, aby sprawdzić ile w polskim internece pisuje się o „The Guild” i ku mojemu sporemu zaskoczeniu, okazało się, iż niewiele. Wydaje się to na tyle dziwne, gdyż „Gildia” stała się sieciowym fenomenem na skalę światową, zdobywcą wielu „branżowych” nagród oraz synonimem „internetowej twórczości” (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Czymże owa „Gildia” jest, zapewne zapytacie, oto odpowiedź: to tzw. ‘webseries’, co w naszym ojczystym języku można by najprościej określić mianem „internetowego serialu”.

(więcej w rozwinięciu)

 

THE GUILD

Cała historia obraca się wokół tytułowej „Gildii”, czyli grupy nieco aspołecznych graczy MMORPG, którzy pod wspólnym, gildiańskim (gildyjskim?) sztandarem, noce i dnie pogrywają w bliżej nieokreślonego przedstawiciela gatunku. Humor serialu w dużej mierze opiera się na stereotypach, przynajmniej częściowo, gdyż inne całkiem skutecznie przełamuje. Z rzeczy najczęściej wytykanych TG – z jakim się osobiście spotykałem – jest właśnie to szafowanie stereotypami, ewentualnie stwierdzenie jakoby scenariusz powstał w głowach ludzi niemających zielonego pojęcia o gamingu, grach MMO i tym podobnych zagadnieniach. Jeśli chodzi o pierwszą sprawę: żarty oparte na stereotypach to żarty stare jak Kruszwica, ale czy korzystanie z nich to zły zabieg, rzecz, której powinniśmy za wszelką cenę unikać? Według mnie nie, oczywiście, jeśli owy żart jest dobry. Nie wiem czy kojarzycie animowany serial pt. „Metalocalypse”, traktujący o fikcyjnej death metalowej grupie zwanej Dethklok? Cały obraz opiera się właśnie na stereotypach: wystarczy spojrzeć na członków zespołu, którzy są pozbawionymi jakiejkolwiek ogłady neandertalczykami niepotrafiącymi (dosłownie) poprawnie złożyć nawet jednego zdania. No, i w jakich kręgach serial jest najpopularniejszy? Tak, zgadliście: w metalowych. Troszkę dystansu do siebie drodzy „dotknięci” gracze MMORPG. Sama jakość produkcji to inna sprawa – może się nie podobać, ale nie czepiajmy się bzdetów i nie popadajmy w paranoję (sam nie przepadam za Metalcolypse, ale nie z powodu „punktu zaczepnego” żartów, ale raczej z ich poziomu). Druga sprawa: autorka „The Guild” – Felicia Day to zapalony gracz, czego nie ukrywa, nie ukrywa również, iż w swoim życiu miała nieprzyjemny etap uzależnienia od World of Warcraft. Co, jak co, ale na rzeczy to się zna, a za dystans do własnej osoby należy Ją tylko pochwalić.

KOG

Gildię, o jakże enigmatycznej nazwie, „The Knights of Good” („Rycerze Dobra”) stanowi szóstka graczy: trzy panie i trzech panów. Oto oni:

• Cyd ShermCODEXan vel. Codex (Felicia Day) – główna bohaterka, to od jej videobloga zaczyna się każdy odcinek i wokół jej problemów kręci się większość wątków w TG. Serial zaczyna się od sceny, w której jej terapeutka rezygnuje z leczenia dziewczyny, tłumacząc jakoby Cyd nie była skora do jakiejkolwiek współpracy. Postać Codex jest jakoby „najnormalniejsza” z całej załogi „Rycerzy Dobra”, jako jedyna chyba zdaje sobie sprawę ze swojego uzależnienia, ale… i tak nic z tym nie robi, niemniej jest jeden krok przed pozostałymi (może poza Bladezzem). W grze wciela się w uzdrowicielkę/kapłankę, co poniekąd oddaje jej charakter w życiu realnym: Codex gotowa jest pomóc każdemu, chociaż nie potrafi poradzić sobie z samym sobą, co więcej: chęć pomocy to jedno, a realne wsparcie to drugie – bardzo często panikuje i nie ma pojęcia, co właściwie powinna zrobić. Postać Cyd jest całkiem standardowa: aniołek chcący czynić dobro, a niepotrafiący dać sobie rady z własnymi kłopotami. Mimo tego wszystkiego, dzięki zaangażowaniu Felicii Day, wzbudza u widza sympatię. Sherman to bohaterka, która (co wydaje się całkiem oczywiste) zawiera pewne cechy autobiograficzne autorki: pomijam tu uzależnienie od gry, chodzi bardziej o takie szczegóły jak np. porzucenie gry na skrzypcach.

 

• Sujan GoldZABOOberg vel. Zaboo (Sandeep Parikh) – chyba najbardziej niedostosowany do życia w społeczeństwie, wychowany przez despotyczną matkę, członek Gildii. W pierwszym odcinku serialu zwala się na głowę Codex z… zamiarem wprowadzenia się do jej mieszkania. Dlaczego? Doszedł do wniosku, że ich „internetowy związek” to miłość, a ludzie, którzy się kochają powinni być przecież blisko siebie. Całkiem oczywiste, czyż nie? ;) Chłopak (co wiadomo) wszystko interpretuje nad wyraz i staje się istnym wrzodem na tyłku biednej Cyd, wrzodem, którego dziewczyna – z dobrego serca – obawia się pozbyć. Zaboo to paranoik, to nieco zbyt bezpośredni, niezastanawiający się nad tym, co mówi, komputerowy nerd. Nie jest złośliwy, po prostu przybył do „realnego świata” kompletnie nie rozumiejąc jego reguł (ma kilka cech zbliżonych do ludzi chorych na zespół Aspergera: problem z analizą sytuacji czy intencji osób trzecich). Postać Sujana to trochę taki serialowy błazen – główne źródło dziwacznych tekstów i zachowań.

 

CLARA• Clara Beane (Robin Thorsen) – żona, matka trójki dzieci, teoretyczna (niezbyt wyrafinowanie mówiąc) „kura domowa”. Clara to jedna z moich ulubionych postaci: nieodpowiedzialna i totalnie nieprzewidywalna. Jak łatwo się domyślić: dom tonie w nieporządku a dzieciaki są pod jej „stałą opieką”. Przez cały serial oglądać możemy jej dość niekonwencjonalne podejście do wychowania własnych „pociech” (choć w jej przypadku to określenie jakoś traci sens :P), polegające najczęściej na… metodzie typu „muszę się ich jak najszybciej pozbyć”. Clara to troszkę taka (używając współczesnej nomenklatury) „krejzolka”, kobieta skora do żartów, imprez i wariactw, oczywiście o ile te imprezy by nie koligowały z jej harmonogramem gry.

 

 

 

VORK• Herman Holden vel. Vork (Jeff Lewis) – wojownik przewodniczący Gildii, mój kolejny faworyt. Na pierwszy rzut oka Vork wydaje się być spokojnym i wyważonym, starszym, łysawym jegomościem, mającym na wszystko sensowną odpowiedź. W rzeczywistości to neurotyk, z trudem walczący ze swoim gniewem. Herman ma obsesję na punkcie oszczędności oraz zasad wszelakich: przy sobie nosi zawsze plik umów, a idąc do baru na posiłek zabiera własny ser, aby zaoszczędzić na chessburgerze. Oczekuje posłuszeństwa od pozostałych członków TKoG, jednak bardzo często nie potrafi odpowiednio (czyt. stanowczo) zareagować, kiedy go nie otrzymuje.

 

 

 

 

TINK• Tinkerballa vel. Tink (Amy Okuda) – amerykanka azjatyckiego pochodzenia, o bardzo nieprzyjemnym charakterze. Mówiąc delikatniej. A nieco mniej delikatnie: suka jakich mało ;). Jej prawdziwe imię nie jest nam znane, gdyż nikomu z Gildii go nie zdradza, uważając, że zwyczajnie zbyt dużo zaczęliby o niej wiedzieć. Choć dawno wyrosła z wieku nastoletniego, kreuje się na nastolatkę, mówiąc kolokwialnie: róż, serduszka i te sprawy (co bardzo kontrastuje z jej charakterem). Ludzi (a zwłaszcza mężczyzn) traktuje przedmiotowo, do nikogo i niczego nie mając ani odrobiny szacunku. Nigdy nie rozstaje się ze swoim DS-em.

 

 

 

 

BLADEZZ• Simon vel. Bladezz (Vincent Caso) – cwaniakowaty i pewny siebie nastolatek, sprawiający „Rycerzom” największe problemy, potrafiący w bardzo bezpośredni sposób szargać imię Gildii (to przedstawiciel gatunku ludzi gotowych zrobić zbereźne fotomontarze i wrzucać na publiczne fora ;)). Nie przypadkowo zresztą w Gildii jest Łotrzykiem – współgra to z jego chaotycznym charakterem. Simon jest jednak mocny tylko w przysłowiowej gębie, nie trzeba daleko szukać: terroryzuje go młodsza siostra (bardzo fajny wątek). Kiedy przyjrzymy się jednak Bladezzowi z bliska okazuje się tak naprawdę nienajgorszym człowiekiem, a cała ta otoczka jest tylko pozą, którą obrał dla bycia bardziej „cool”. Pomimo, iż nadużywa zwrotów pokroju WTF czy OMG (tak, dosłownie!) wydaje się być najdalszy od uzależnienia, co kilkakrotnie pokazuje chociażby poprzez umiejętność zabawy poza internetem/MMORPGiem.

 

Jeśli chodzi o samą stronę realizatorską serialu to nie ma za bardzo, czego się czepiać, tym bardziej, jeżeli podejdziemy do „The Guild”, jako do tworu przygotowanego przez amatorów i pół-amatorów (albo bardziej dyplomatycznie: ludzi o niepowalającym doświadczeniu). Wszystko jest na naprawdę przyzwoitym poziomie, nie ma wprawdzie szaleństw, urywających głowę ujęć, szarż kamer, ale… kogo to obchodzi? :) Aktorstwo, tak jak wszystko w TG, jest OK – jak na poziom internetu nawet bardziej niż OK. Niektórzy narzekają na Amy Okudę (Tink) czy Robin Thorsen (Clara), może i rzeczywiście dziewczyny nieco odstają, ale mnie to jakoś osobiście nie razi. Z kolei aktorstwo Jeffa Lewisa jest dosyć specyficzne i nie każdemu musi przypaść do gustu, ale wg mnie to nieco „drewniane" podejście do roli, w przypadku Vorka, jako bezuczuciowego cyborga, pasuje jak ulał. Całościowo serial nie powala, przynajmniej mnie osobiście nie doprowadził do orgazmu i niekontrolowanego zachwytu, nie oznacza to jednak, iż jest nieciekawie. Wręcz przeciwnie! Jest dobrze i „Gildię” ogląda się po prostu świetnie, co tu dużo gadać: to bardzo sympatyczne i udane dzieło. Jeżeli komuś niemniej serial nie przypadnie do gustu, to wg mnie warto i tak przynajmniej rzucić na niego okiem czy też zapamiętać nazwę – takie społecznościowe inicjatywy trzeba zwyczajnie wspierać (więcej o tym za moment).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Z przyczyn technicznych (I LOVE YOU BLOX!) tekst został podzielony na dwie części: >>>TUTAJ<<< macie ciąg dalszy - zapraszam do czytania!

niedziela, 18 kwietnia 2010, mis_iu

Polecane wpisy