Krytycznie o GRACH ~i nie tylko...~
Kategorie: Wszystkie | donosy | opinie/recenzje/wrażenia | prywatniej | słowo od misia
RSS
niedziela, 02 stycznia 2011
Wielki comeback oraz nieco mniejsza przeprowadzka!

 

Moi drodzy, wieść wspaniała: GRYtyczny powrócił! Jego nowym domem staje się "Masa GRYtyczna", dostępna dla wszystkich pod następującym adresem:

http://grytyczny.blogspot.com/

Jest nowy adres, ale poza tym także troszkę (troszkę!) "odświeżona" forma. Serdecznie zapraszam, zachęcam do komentowania i proponuję dodać powyższy adresik do ulubionych ;-).

środa, 29 września 2010
Drogie dzieci, nie martwcie się o mis_ia…*

Taka mała informacja techniczna:

Mis_iu żyje (hej, skąd ten jęk zawodu, hę?), ale… niestety nie ma się zbyt dobrze (prosiłbym troszkę ciszej zacierać ręce :)).

 

Sytuacja jest prosta…

Zgodnie ze studenckim przysłowiem: „to już jutro, czas przestać się obijać!”, przez ostatnie kilka miesięcy każdą wolną chwilę poświęcam na (bez)namiętne pukanie w klawiaturę, którego efektem ma być powstanie pracy inżynierskiej. W takim razie, z lakonicznego powodu brakiem czasu zwanym: nic nie postuję, nic nie ćwierkam, z netu żem zniknął. Co więcej: nie mam nawet, kiedy sobie dobrze pograć! (o zgrozo! czyżby koniec był bliski!?) Co drugi/trzeci dzień udaje mi się najwyżej wyszarpnąć pół godzinki czy też godzinkę, co by sobie troszkę popykać w… Baldur’s Gate II. Tak, tak, BG2. Tego samego BG2, którego rozpocząłem… jeszcze w tamtym roku! :D Gwoli wyjaśnienia: podstawkę skończyłem już ładny czas temu, a teraz malutkimi kroczkami przedzieram się przez Tron Bhaala (BTW, drugi Baldur zgrabny jest i wyraźnie lepszy od mało urozmaiconej „jedynki”).

 

Czy mis_iu wróci?

Chciałbym, ale na pewno nie zrobi tego teraz. Wiem, że nigdy nie byłem nad wyraz płodny, nigdy nie przedstawiałem dużego tempa  i nie byłem wzorem systematyczności, ale przynamniej nie dopuszczałem się trzymiesięcznej przerwy, tak jak teraz ;D. Dobrze byłoby wrócić przynajmniej do poprzedniego stanu… Kiedy kurz opadnie: spróbuję. Miałem nawet mały plan żeby pożegnać się z Bloxem i poszukać innej, lepszej platformy blogowej. Nie chodzi o to żebym był jakoś przesadnie wymagający, Blox najgorszy nie jest, ale wkurzają mnie w nim dwie rzeczy: limit wielkości jednego wpisu czy np. bardzo srogie ograniczenia, co do ilości tagów, które można do niego przypisać. Zdradzę wam też moje małe marzenie… wolałbym prowadzić bloga z kilkoma innymi autorami… może udałoby się wtedy, w grupie, zrobić coś ciekawego…


Pozdrawiam,
trzymajcie za mnie kciuki, czy co tam macie :)

* a byście, moje kochane, czasem – tak troszkę – nie mogły? :)

wtorek, 20 kwietnia 2010
Ćwierk!

Zdawało się Wam, że ćwierkające niedźwiadki w przyrodzie nie występują? To źle się Wam zdawało ;), jednego z nich macie TUTAJ. Tak, tak, założyłem konto na Twitterze. Mam w takim razie nową zabawkę, ciekawe na ile czasu mi wystarczy :). Przekonam się też ilu ludzi w ogóle mój blog interesuje. Wiem, że liczba ta wynosi zero, ale miejmy nadzieję, że się nie prędko zorientuję w rzeczywistym stanie rzeczy ;D. Czyżbym się oszukiwał… hmmm, na czym to ja stanąłem?

Konto na Ćwierkaczu powstało zgodnie z tym, co pisałem w jednym z wcześniejszych postów:

…założyć tego całego trendi-dżezi Twittera i kiedy nie będzie się miało za bardzo czasu, ani chęci rozpisywać nie-wiem-ile o jakiejś fajnej wieści z branży to zwyczajnie o tym – idąc po najmniejszej linii oporu – „ćwierknąć”, a blog pozostawić dla tekstów dłuższych…

Odpowiedni twitterowy widget możecie znaleźć w lewej szpalcie, pod chmurką z tagami.

http://twitter.com/mis_iu

niedziela, 18 kwietnia 2010
THE GUILD, czyli jak zrobić sobie serial, zdobyć sławę i kobiety - część 2/2
Druga część tekstu - pierwsza dostępna jest >>>TUTAJ<<<.

(więcej w rozwinięciu)

THE GUILD, czyli jak zrobić sobie serial, zdobyć sławę i kobiety - część 1/2
(tytuł roboczy: „THE GUILD, czyli jak zakochałem się w Felicii Day”)

Z ciekawości pogoogle’owałem co nieco, aby sprawdzić ile w polskim internece pisuje się o „The Guild” i ku mojemu sporemu zaskoczeniu, okazało się, iż niewiele. Wydaje się to na tyle dziwne, gdyż „Gildia” stała się sieciowym fenomenem na skalę światową, zdobywcą wielu „branżowych” nagród oraz synonimem „internetowej twórczości” (w najlepszym tego słowa znaczeniu). Czymże owa „Gildia” jest, zapewne zapytacie, oto odpowiedź: to tzw. ‘webseries’, co w naszym ojczystym języku można by najprościej określić mianem „internetowego serialu”.

(więcej w rozwinięciu)

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Żałoba?

Mamy żałobę, państwową. Śmierć człowieka jest tragedią, zawsze: każde życie ludzkie jest cenne i jego utrata potężnym ciosem dla bliskich. Nikomu nie życzę śmierci i współczuję każdemu, kto pożegnał się z życiem brutalnie odebranym mu przez „jakże miłościwego i kochającego swoje dzieci” zbieracza serc.

Patrząc na nasze społeczeństwo doszedłem do wniosku, że żyjemy w bardzo dziwnym świecie, świecie pozy i hipokryzji. Ludzie uwielbiają śmierć, śmierć masową i widowiskową. Codziennie w naszym kraju giną dziesiątki ludzi: w wypadkach samochodowych, pokonani przez chorobę czy w każdy inny sposób. To są naprawdę duże liczby, nie robią one jednak na nikim żadnego wrażenia. Jedna ofiara – trudno, dwie – „e, tam”, dopiero jak umiera ich cała grupa, jednocześnie, w tym samym miejscu i czasie, dochodzi do zbiorowego „płaczu”. Setka zgonów, mówiąc brzydko, rozrzucona po całym kraju to pestka – żałoby narodowej nie będzie, ginie setka w jednym miejscu, „najlepiej” w jakiejś katastrofie, „najlepiej”, aby wśród ofiar była jakaś persona publiczna – naród pogrążony w rozpaczy. Czy tu nie chodzi o życie ludzkie? Pan Kowalski ginący w kraksie mało, kogo interesuje, jeżeli zginie w karambolu – robi się ciekawiej, a jeżeli owy pan Kowalski to powszechnie znana osoba – dopiero mamy straszliwą historię. Śmierć, śmierci nie równa? Na pewno współczuliście biedakom, którzy z nieznanych mi przyczyn musieli przyjąć na siebie cały „gniew boży” i masowo ginęli w przerażającej zagładzie na Haiti. Okropna sprawa. Byliście jednak w owej mitycznej żałobie? Podejrzewam, że nie…

Samo pojęcie „żałoby” jest dla mnie bezsensowne. To poza, teatr, udawanie przed innymi. Jak dzisiaj pamiętam śmierć mojej ukochanej babci i, nie, nie byłem w żałobie. Nic mnie żadna żałoba nie obchodziła, nie obchodziło mnie, że „tak wypada”, że tego społeczeństwo się domaga. Byłem przeraźliwie załamany, zdruzgotany. Byłem smutny, nie miałem na nic ochoty, nie miałem ochoty na śmiech czy zabawę, ale nie dlatego, że „żałoba”, dlatego, iż – zwyczajnie – straciłem bliską dla mnie osobę, co było ciężkim przeżyciem. Czy płakałbyś za wspomnianym wcześniej panem Kowalskim, który mieszkał od Ciebie setki kilometrów, którego nigdy nie spotkałeś? Nie. Dlaczego? To całkiem ludzkie: nie znałeś go, nie był dla Ciebie nikim bliskim – nie byłeś z nim związany emocjonalnie. Fakt, życia człowieka zawsze szkoda, na pewno powiesz do siebie „to niesprawiedliwe”, ale na tym się to zapewne skończy. Zabrzmi to okropnie, ale nie rozpaczamy po tych, którzy nie byli dla nas ważni. Co zabrzmi jeszcze okropniej: rozsądniej byłoby nawet tego nie robić – popadlibyśmy w paranoję, gdyż codziennie śmierć zbiera ogromne żniwo. Myślicie, że ktoś poza Polską rzeczywiście przejął się katastrofą pod Smoleńskiem?

Poprawność polityczna – to kolejna poza, która wylewa się z naszych telewizorów, monitorów i stron gazet. „Nie wypada źle mówić o zmarłym” – tak, nie wypada, przynajmniej nie wypada czynić tego publicznie, w obecności bliskich zmarłego, na krótko po tragedii, kiedy napięcie jest przeogromne. Ludzie jednak zawsze popadają w skrajności: skoro nie można mówić źle to… wznośmy peany. Dlaczego zwyczajnie nie pokłonimy się nad zmarłymi i nie zamilkniemy? 50% Polaków miało serdecznie dość PiSu i prezydenta, nagle jednak po Jego śmierci okazuje się, że wszyscy Go uwielbiają. Śmierć nikogo nie oczyszcza – wierzcie mi. Nie uważam pana Kaczyńskiego za kogoś-bardzo-złego, daleki jestem od agresji i wyzwisk, ale – mówiąc szczerze – nie przepadałem za nim. I nie przepadam. Wyobraźmy sobie bardzo skrajny przykład, daleki jednak od przypadku zmarłego prezydenta: pogrzeb pijącego mężczyzny, który notorycznie gwałcił i bił swoje dzieci oraz żonę, z ust księdza padają słowa: „był wspaniałym ojcem i mężem”. Szkoda słów… Byłeś dobry – umierasz dobrym, byłeś draniem – umierasz draniem. Drodzy rodacy: zachowajcie dobre wychowanie, nie atakujcie – nie ma na to teraz czasu, ale bądźcie też uczciwi i nie udawajcie. Lepszy hołd i milczenie niż zręcznie skrojone kłamstwo pod publiczkę, pod poprawność polityczną. Ludzie mają swoje zdanie, mówią o tym we własnym gronie (tam gdzie wiedzą, że mogą), spytani jednak publicznie - może ze strachu, może z maniery – wiedzą, iż bez pozytywnego słowa o zmarłym zostaną w tempie ekspresowym zlinczowani.

Nie narzucajcie innym żałoby. Śmierć jest straszna, ale nie każdy będzie płakać po tym, po kim Ty płaczesz. Nie zawsze ten ktoś musiał być dla innych bliski. Katastrofa, o której ostatnio tyle się mówi, to straszna rzecz, zginęli ludzie – jeszcze straszniejsza, jednak… nie będę po Nich płakać. Dla mnie ta załoga niczym nie różni się od nieszczęśliwego pana Kowalskiego potrąconego przez samochód. Zginął człowiek, straciliśmy jedno życie, pan Prezydent nie był jednak dla mnie „nadczłowiekiem”, traktuję go tak samo jak owego nieszczęśnika zapomnianego przez świat. Współczuję - naprawdę, łzy zachowam jednak dla moich bliskich. Kiedy ginie ktoś z naszej rodziny (a może przyjaciel), to dla nas wielki ból, nie mamy jednak prawa narzucać innym własnych uczuć. „Normalność” innych nas denerwuje, dlatego gdyż sami przeżywamy tragedię. Idziecie sobie ulicą, uśmiechnięci, nagle pojawia się pewna osoba, która ma do Ciebie o to pretensje, nakazuje Tobie i innym „smutek”, gdyż straciła bliską osobę. Czy to jest w porządku? Nie. Spójrzcie na siebie, przeanalizujcie ludzkie zachowania, porównajcie je z własnymi i przestańcie pluć na tych, którzy nie podzielają Waszej rozpaczy*.

Jeszcze raz: współczuję, nie jestem w „żałobie”, nie narzucajcie „żałoby” innym, pamiętajcie – codziennie giną ludzie, pasażerowie feralnego lotu nie byli nadludźmi i nie różnią się od Twojego sąsiada, który zmarł na zawał serca…

* piszę o nastawieniu neutralnym, ataki to rzeczywiście - co już wspominałem - niezbyt uprzejme zachowanie, które powinniśmy tępić: cieszyć na pewno nie ma się z czego

środa, 07 kwietnia 2010
Roczek minął...

Dokładnie rok temu pojawił się pierwszy wpis na moim blogu, czyli: jakby nie patrzeć ma on dzisiaj swoje pierwsze urodziny :). Z ciekawości przeanalizowałem ileż to notek pojawiło się przez te 12 miesięcy i – ku mojemu zaskoczeniu – nie wyszło aż tak źle: jest ich łącznie 36 sztuk, czyli wypada po trzy na jeden miesiąc. Nie jest źle. Dobra… koniec żartowania: dobrze to na pewno też nie jest ;) – z tych wszystkich naliczyłem może z 7-10 mniej lub bardziej wartościowych tekstów. Bieda panie, bieda ;). Obiecywać nic nie będę bo i tak zdania nie dotrzymam, zwłaszcza teraz kiedy do człowieka dotarło, że czas w końcu zabrać się za pisanie tej przeklętej pracy inżynierskiej :). Te kilka osób, które od czasu do czasu tu zaglądają mogę jednak zapewnić, iż raz na jakiś czas coś napiszę – prawdopodobnie będzie to wyglądać tak jak wyglądało to przez cały miniony rok.

Żeby nie było za nudno myślałem o jednym z dwóch rozwiązań (lub ew. o obu jednocześnie). Pierwsze: założyć tego całego trendi-dżezi Twittera i kiedy nie będzie się miało za bardzo czasu, ani chęci rozpisywać nie-wiem-ile o jakiejś fajnej wieści z branży to zwyczajnie o tym – idąc po najmniejszej linii oporu – „ćwierknąć”, a blog pozostawić dla tekstów dłuższych. Drugie: dołączyć do jakiegoś innego, istniejącego blogu, tak jak jakiś czas temu uczynił to don_wroc_love lub po prostu założyć z innymi blogerami nowy, „zjednoczony” blog. Może właśnie lepiej się skrzyknąć w jakąś grupę i zawładnąć nad światem wspólnie, pod jednym szyldem? W końcu gdyby połączyć kilka średnio-często aktualizowanych blogów w jeden, powstałby twór nieco bardziej „żywy”, co by mogło przełożyć się na większe zainteresowanie internautów i konkretniejszą „wartość” owego tworu.

PS Mogę zdradzić, że od dłuższego czasu przygotowuję nieco obszerniejszy tekst, co więcej: nie jest to tekst o grach, ale poruszany w nim temat o nie jak najbardziej zahacza.

PSS Buahaha... ale wbiłem się z godziną - jest identyczna z godziną publikacji pierwzsego wpisu: to się nazywa rocznica, co do sekundy! ;)

poniedziałek, 01 czerwca 2009
Timu Shaferu, nie idźcie tą drogą!

Timie Shaferze wróćcie do przygodówek, przestańcie robić następną nawalankę? To też, choć nie o tym teraz właściwie. Przyznać niemniej trzeba, że jak Tim nawet zręcznościówkę zrobi to zrobi ją z klasą (vide Psychonautus). Niesmak może i pozostaje, ale… Rzecz w tym, że na ten moment nawet ten „przyjemny niesmak” (jak to masochistycznie brzmi :D) niestety ominie część graczy. Brutal Legend, bo o tym nowym dziele Double Fine mowa, jest konsolowym exclusivem. Na PCty nie trafi. Przynajmniej takowej wersji dotychczas nie zapowiedziano. Dammit.

Ktoś powie: „to kup sobie konsolę” i rację ten ktoś będzie mieć, ale nie zmienia to faktu, że ciągle osobiście nie widzę większego sensu w nabywaniu tego urządzenia. Przez lata konsoli nie kupiłem i BL tego nie zmieni (a powiedzmy sobie szczerze: żaden inny plajstejszonowo-iksboksowy tytuł nie wzbudza mojego tak dużego zainteresowania). Nie zagłębiajmy się jednak zbytnio w to zagadnienie bo wybuchnie jeszcze jakaś wojna w komentarzach, pojawią się oskarżenia i groźby ;).

Tim Shafer to człek od lat związany z rynkiem PC i typową dla niego sceną gier przygodowych. Wychodzi na to, iż Brutal Legend będzie Jego pierwszą grą, która na tą platformę nie trafi. Kilka razy można było usłyszeć stwierdzenie jakoby tytuł ten był bardzo „konsolowy” i z tego też powodu ląduje wyłącznie na konsolach. Czy rzeczywiście nie pojawi się na starych, poczciwych „blaszakach”? (jak wskazuje sama nazwa to przecież najbardziej metalowa z platform! ;P) Ano raczej nie, choć warto wspomnieć, że załoga DF nie wyklucza takiej możliwości, o czym możemy przeczytać w oficjalnym FAQ: „No one ever said there WASN'T going to be a PC version.” (czyli: „Nikt nigdy NIE powiedział, że PCtowej wersji nie będzie”). Nadzieja jest? Nadzieja jest, i to kolejny powód, który odwodzi mnie od zakupu PS3/X360. Mogę poczekać i z rok za komputerową wersją gry, przynajmniej nie będzie to moja najdroższa gra (za 1000-1500 złotych, hehe). Wiele znaków na niebie wskazuje na to, iż sporo zależy tutaj od EA – wydawcy gry, jeśli oni dadzą Eddiemu Riggsowi zielone światło to i może stosowny windowsowy port ujrzy światło dzienne. Wbrew pozorom cała ta sytuacja odbiła się szerokim echem w Internecie – głosów rozżalenia jest całkiem sporo, tym bardziej, że wielu dotychczasowych fanów talentu Pana Shafera to właśnie gracze komputerowi. Powstała nawet stosowna internetowa petycja w sprawie pecetowej edycji gry. Skuteczność takich akcji jest wątpliwa, ale wpisać się nigdy nie zaszkodzi. Może Tim jakiegoś deszczowego wieczoru, przeglądając Internet trafi na głosy tysięcy zawiedzonych fanów, uroni łzę i zatelefonuje do prezesa EA… ;)

poniedziałek, 25 maja 2009
Się obijamy.

Minął drugi tydzień a na blogu ani jeden nowy wpis się nie pojawił. Czyżby już nafszedł TEN moment i... przestało mi się chcieć ten wybryk prowadzić dalej? ;P Sam nie wiem, jakoś tak nie miałem o czym ostatnio pisać. Wolny czas przed kompem zresztą staram się na ten moment rozdzielić jakoś między Baldurs Gate i... Combat Arms, w który bardzo przyjemnie (choć dostaję ostro po dupie) pogrywam z ekipą (czytelnicy i redakcja, choć Ci drudzy na razie w mało licznym, niestety, składzie) Gamecornera. Nawet "oficjalną akcję" zainicjowali.

Może uda mi się coś o Zeno Clash napisać, może dostarczyć świeże doniesienia z obcowaniem z Wrotami Baldura, może... poruszyć temat CA. Miałem też zamiar odskoczyć troszkę od dotychcasowych tematów i spłodzić coś o muzyce, albo może filmie lub literaturze ("Kroniki Marsjańskie" Bradbury'ego ostatnio czytam). Siły nie ma jednak i cholerna inżynierka dobija ;P, w wolnym czasie wolę jakoś jednak kilka headshotów zapuścić (CA), przemierzyć kolejne lasy i wzgóza (BG). Ja tu jednak jeszcze wrócę... Obiecuję (jeśli pojawi się jakiś nowy, świeży, gorący temat będzie to nieco bardziej możliwe).

środa, 29 kwietnia 2009
Pimp my cRPG, dude! - odsłona druga.
Druga odsłona "Pimp my cRPG, dude!" - ciąg dalszy tematu (zły Blox nie pozwolił mi na wrzucenie wszystkiego do jednej notki).
 
1 , 2